Powrót

Historia Ani – pacjentki po udarze

Głosem Pacjenta 2021.10.25 Zespół Redakcyjny

– Cześć, jestem Anka. Mam prawie 35 lat. Do udaru doszło u mnie w wieku 31 lat – tak zaczyna się historia Ani, jednej z bohaterek startującej właśnie kampanii pn. Życie po udarze. Dowiedz się, jakie zmiany zaszły w jej życiu i jak sobie z nimi radzi w życiu codziennym.

Transkrypcja

Udar może się przydarzyć każdemu z nas…

rozwiń

Mam na imię Anka, mam prawie 35 lat, do udaru doszło u mnie w wieku 31 lat. Od tamtego czasu walczymy na innym polu, o inną sprawność.   

Dowiedziałam się ile mam mięśni w ciele jak je wszystkie wyłączyło nagle z jednej połowy ciała.

Byłam w trakcie ćwiczeń fizycznych i nagle, niespodziewanie odcięło po prostu lewą część – złożyłam się.

Udar wystąpił w marcu, 5 marca 2017, był to udar niedokrwienny prawej półkuli, stąd lewa jest wymagająca teraz pracy.

Pierwsze tygodnie po udarze

Na neurologii spędziłam 8 tygodni. Po pobycie na oddziale neurologicznym byłam przeniesiona od razu na rehabilitację.

W ciągu 8 tygodni na oddziale neurologicznym, przy ciągłej codziennej rehabilitacji, udało się nauczyć siedzieć. Na początku na wózku byłam wożona, potem powolutku stawałam do pionu i zaczynałam już wtedy chodzić przy pomocy kija, który już zostaje w domu. Kiedyś chodził ze mną na spacery. 

Jak dyskutuję z ludźmi, nawet na oddziale jeszcze rehabilitacyjnym, którzy byli po innych zabiegach, ortopedycznych np. oni na sali machali rękami, nogami, a ja nie byłam w stanie tego zrobić. Dla nich nie było to wyobrażalne, że „jak to nie możesz?” – „nie mogę, bo mnie nie działa centrala, a tobie tylko biodro”.

Powikłanie po udarze: spastyczność

Spastyka pierwsze pojawiła się w nodze, która zaczęła drżeć bardzo przy próbie jakiegokolwiek ruchu. I objawiło się też sztywnością poranną i bólem w nocy.

Ból występował najczęściej w nocy i rano. Jak przychodziło wstać z łóżka, to był problem czasem z ustaniem na nodze porażonej, ale ten ból ustępował. 

Spastyka się objawiła u mnie w ten sposób, że ta ręka była zawsze zgięta, tutaj ją ciągnęło w łokciu i do boku. W ten sposób chodziłam. Wyginała się tak samo w nadgarstku.

I mierzę się czasami ze spojrzeniami z kolejki, kiedy wolniej troszkę niż inni pakuję zakupy. Gdzie lewa ręka nie pomaga, wręcz przeszkadza, bo ja się spieszę, denerwuję. Wtedy z automatu lewa ręka wraca do tej początkowej pozycji spastycznej.

Leczenie spastyczności: terapia toksyną botulinową

Szukałam rozwiązań. Na początku lekarz mój prowadzący nie bardzo był za tym, żeby mi zafundować te zastrzyki. Ponieważ bał się tego, że zastrzyki mnie tak rozluźnią, że uniemożliwią samodzielność.

Dla mnie się to sprawdziło.

Do walki ze spastyką potrzebna jest botulina, tylko pod okiem lekarza.

Mniej czasu potrzebuję rano, żeby rozciągnąć ten mięsień napięty w złą stronę. Mniej walczę z tymi kończynami po zastrzykach. Bardziej pokorne są.

Po zastrzykach zwiększyłam tempo chodu na pewno i technikę poprawiłam chodu. Na początku stopa się chowała do środka, a teraz już w miarę poprawnie idzie. A ręka się wyprostowała po zastrzykach. Jest już w stanie się odwieść, odkleić od ciała co ułatwia samodzielne ubieranie kurtki, koszulek. Na początku ciężko było się ubrać z przykurczoną ręką.

Po zastrzykach mam dwa tygodnie intensywnej rehabilitacji.

Rehabilitacja trwa 4 lata od momentu udaru. Nie mogłam siedzieć, chodzić, wesprzeć się na ręce lewej, wyprostować jej. Zmiany przychodziły bardzo powoli, ale przychodziły. Nie ma sobie co wmawiać, że koniec, że boli, to nie ćwiczę.

W tej rehabilitacji nie ma tej nagrody, którą jest wykonanie ruchu. Ta nagroda przychodzi bardzo powoli. Hobbystycznie, to fajnie pobijać swoje rekordy, nie? A tutaj walczy się o każdy ruch. Nie na ilość, tylko wykonanie techniczne. 

Nie warto też się sugerować tutaj wiekiem.

Udar udarowi nierówny. 

Codzienność po udarze mózgu

Udar, jego skutki to ciągła próba dla mnie cierpliwości, wytrzymałości, akceptacji swojego żółwiego tempa, do którego zupełnie nie jestem przystosowana.

Ja zawsze byłam szybka istotą, pięć rzeczy na raz się udawało zrobić, wiadomo. A teraz jedna się ciągnie przez pół dnia.

Dla mnie osobiście najtrudniejsze było zaakceptować to. Nie mówię, że zaakceptowałam to już. Cały czas gdzieś tam tli się nadzieja, że coś się uda jeszcze wyciągnąć z tego.

Rower planuję. Chciałabym się nauczyć jeździć na rowerze. Samochód opanowałam, może rower też się uda.

Jeszcze mogę powiedzieć do innych osób, zwłaszcza pań, żeby wyrosły z perfekcjonizmu idealnego świata. Nie musi być wszystko na błysk. Ważne, żeby się pocieszyć chwilami – ze zwierzakami, z dziećmi, z mężem, z bliskimi. To, że nie mamy posprzątane wszystkiego, to nie ma znaczenia. I tak się cieszą, że jesteśmy.

zwiń